GORDON W DOMU I W POLU

Pierwszy pies tej rasy, jakiego widziałam nie na zdjęciu w książce, ale na podwórku u znajomego, był siedmiomiesięczną suką, bardzo radosną, żywiołową, bez przerwy machającą ogonem. Nie bardzo chciałam uwierzyć stojącym koło mnie myśliwym – mężowi i jego znajomemu – że ten pies może być ich najlepszym pomocnikiem. Jego żywiołowość i temperament zdawały się wykluczać spokojne czekanie na stanowisku podczas polowania na kaczki nad zalewem. Szukanie ptactwa w polu kojarzone wtedy przeze mnie głównie z pokonywaniem sporej przestrzeni podracockich łąk jakoś bardziej pasowało mi do charakteru tego psa. Późniejsze doświadczenia, obserwacje, rozmowy z innymi właścicielami gordonów, a przede wszystkim polowania, na które łaskawie byłam zabierana, przekonały mnie, że czarny seter jest psem uniwersalnym – co prawda do nory nie wejdzie ale, jak pokazała to pewnego razu młodziutka Flinta – lis na łąkach poprzecinanych rowami ma raczej kiepskie szanse ucieczki.

Szczenię

Wyżły zwykle mają liczne mioty – średnia to 8 szczeniąt w miocie. Rodzą się zwykle bez problemów i odpowiednio żywione, odrobaczone, zaszczepione są psiakami bardzo energicznymi, pomysłowymi i wszędobylskimi. Wiedząc już co nieco o układaniu psów kolejny miot Dakoty zaczęłam przywoływać do miski gwizdkiem. Było to świetnym pomysłem, maluchy bardzo szybko nauczyły się właściwie pojmować sygnał – a znaczył on nie tyle „miska”, co „do mnie”. Do dzisiaj Flinta dwa gwizdki traktuje jak ostre ściągnięcie smyczą. Kolejną rzeczą, której uczyłam maluchy, było siadanie na rozkaz „siad”. Wszystkie osiem gordonków po kolei sadzałam przed sobą i już po kilku lekcjach na dwa gwizdki cała banda przybiegała i siadała patrząc, co też nowego wymyśliłam. A potem poszły do nowych domów i ich edukacja u mnie zakończyła się.

Ostatni gordonek trafił do mnie w wieku 3 miesięcy – niczego ta sierota nie umiała, kiepsko reagował na rodowodowe imię; zresztą zaraz je zmieniliśmy. Dzisiaj Urwis jest dobrze wychowanym psem z opanowanym apelem, potrafi się zachować w każdej sytuacji w mieście, jest posłusznym psem w polu. Na razie – zaczyna wchodzić w okres „burzy i naporu” właściwy dla wszystkich psów w wieku dojrzewania. A ponieważ jest moim pierwszym psem (dotychczas miałam tylko suki) obserwuję, jak ambitny młodzian usiłuje podporządkować sobie 13 letnią jamniczkę, która rządzi tym stadem. Z kiepskim efektem. Prawdą jest, że setery dojrzewają psychicznie później niż wyżły kontynentalne, ale szkolenie od małego metodą „marchewki” daje fantastyczne rezultaty. Uczą się bardzo chętnie, wręcz zmuszają właściciela do znajdowania coraz to nowych zadań i zabaw. Powtarzane sporadycznie podczas spacerów ćwiczenia utrwalają zdobytą wiedzę, a nawyki wykształcone pod kierunkiem świadomego ograniczeń rasy (ogromny temperament) przewodnika pozostają niezapomniane i ujawniają się dokładnie wtedy, kiedy powinny.

W domu

Gordon jest psem bardzo przywiązanym do swoich ludzi, choć tylko jeden członek jego ludzkiej rodziny jest tym prawdziwym PANEM PSA – zwykle jest to domowy myśliwy, jako że radość polowania przewyższa wszystkie inne, łącznie z miską. Opanowany w kontaktach z dziećmi, nienachalny w kontaktach z dorosłymi zachowuje duży dystans do wszystkich obcych. Owszem, cieszy się bardzo z odwiedzin akceptowanych przez domowników znajomych, ale na gordona nie przenosi się powiedzenie: „twój przyjaciel jest moim przyjacielem” – jest tylko znaną psu osobą, może i lubianą, ale bez wylewności. Moje psy bardzo chętnie witają się z naszymi znajomymi po czym odchodzą na swoje miejsce i tylko ich obserwują. To wycofanie gordona jest często postrzegane jako wada. Alpa polująca z moim mężem i jego kolegą Władkiem wiele lat raz kiedyś została jemu „pożyczona” na kaczki. Polowanie było zmarnowane. Suka nie reagowała na polecenia, niechętnie przynosiła kaczki, w końcu położyła się pod samochodem jakby chciała powiedzieć: „No dobrze, przywiozłeś mnie, to teraz odwieź do domu, wystarczy tego spacerku”. Nieufność gordona w stosunku do obcych powoduje, że są dobrymi stróżami posesji. Natomiast jego serdeczność, oddanie i niekłopotliwe zachowanie w domu sprawiają, że są przemiłymi psami do towarzystwa. Znakomicie układa się współżycie gordona z innymi domowymi psami – nie powodują konfliktów, są raczej ustępliwe, choć od miski wara! Apacz mieszkający u zaprzyjaźnionych hodowców drobiu służy do odnajdywania ptaków, które uciekły z woliery. Wystawia je, na rozkaz łapie i przynosi właścicielowi. Nienaruszony ptak wędruje z powrotem na swoje miejsce.
Trzeba zrobić naprawdę dużą krzywdę temu psu, żeby się obraził i zamknął na właściciela – całe szczęście znam to tylko z kilku opowiadań.

W polu

Jest to wyżeł wszechstronny – dzięki dolewowi krwi bloodhounda ma wrodzony dolny wiatr – stąd okłada pole z głową niżej noszoną niż setery angielskie czy irlandzkie; również to powoduje jego nieco wolniejszy galop. Jest psem bardzo dokładnym, mimo dużego temperamentu przeszukuje przestrzeń bardzo dokładnie a pies opolowany, z dużą praktyką i doświadczeniem prowadzi do ptactwa jak po sznurku. Alpa i Dakota miały zakodowane miejsca, w których spotykały bażanty i im poświęcały szczególną uwagę – prawie zawsze ich poszukiwania kończyły się sukcesem. Stójka gordona jest stójką bardzo zdecydowaną, twardą, towarzyszy jej często odwracanie głowy w stronę właściciela, jakby mówiły „Znalazłam, zobacz! I chodź już”. Aportują wszystko, co pies aportować powinien. Używane do tropienia postrzałków również spisują się znakomicie. Zachowanie spokoju na stanowisku to kwestia obycia psa w łowisku – można tego nauczyć twardymi metodami, ale mądry pies po kilku polowaniach na gęsi czy kaczki wie, że chwilowy bezruch i cisza poprzedzają tylko ogromną przyjemność jak go czeka, kiedy ptaki już nadlecą. Bogdan nie słuchał, czy lecą gęsi, patrzył na Alpę: kiedy ta zastygała z głową podniesioną w górę i zaczynała nią lekko kręcić to był znak, że lecą. A kiedy leciutko podnosiła się – to był znak, że czas konkretniej chwycić dubeltówkę – są tuż, tuż. Doskonały węch pozwalał na odnalezienie postrzelonego o zmierzchu ptaka na wodzie czy bażanta na polu.
Są bardzo wytrzymałe, utrzymane w dobrej kondycji (dużo spacerów poza sezonem) potrafią przepolować cały dzień z krótką przerwą na posiłek. Śmiałam się, że nie tyle Bogdan jest proszony na dewizowe polowania na bażanty, ile Alpa, a później Dakota. A nim dorosła Flinta skończyły się bażanty, zające, kuropatwy i biedna suka musi ganiać lisy po polu – i robi to skutecznie.
Nieco kłopotliwe jest utrzymanie długiego włosa, zwłaszcza jesienią, kiedy pola obfitują w rzepy. Trudno, trzeba zacisnąć zęby, zaopatrzyć się w dobry stalowy grzebień, nożyczki i doprowadzić psa do porządku.
Seter szkocki gordon, zwany w reszcie świata po prostu gordonem, jest przemiłym, empatycznym i odpowiedzialnym towarzyszem na co dzień, wytrwałym i niekłopotliwym kompanem w polu, łatwym w układaniu, zwłaszcza wtedy, gdy zabierzemy się za nauczanie wcześnie. Bardziej sprawdzają się metody „bawiąc, uczymy” niż twarda szkoła par force, o której szczęśliwie już się zapomina. Nie chorują, jeżeli są odpowiednio zabezpieczone i pamięta się o tym, że po jedzeniu psu należy się sjesta – spory wzrost i żywiołowy charakter może spowodować skręt żołądka czy jelit. Obok innych – jamników, terierów czy gończych – są najlepszymi psami na świecie.

 

 

Dzięki uprzejmości:

HANNA HYBAJ-LUDOWICZ
PSY MYŚLIWSKIE nr 4 (44) 2007'

 

Komentarze (0)

Zaloguj się lub zapisz się, aby dodać komentarz.

Nie dodano jeszcze żadnego komentarza.